autoresponder system powered by FreshMail
atrakcyjna dla dzieci

Cztery fazy kompetencji – bycia mamą trzeba się nauczyć

Styczeń 11, 2017

Kiedy chodziłam do szkoły uczyłam się wielu rzeczy: matematyki, historii, chemii, biologii, języka polskiego… jednak nikt nie uczył mnie jak być mamą, jak sobie radzić w zmieniającym się świecie, jak zmniejszać stres, który utrudnia funkcjonowanie, jak dokonywać słusznych wyborów życiowych, aby być szczęśliwym.

A przecież bycia mamą trzeba się nauczyć.

Dlaczego nikt mnie tego nie nauczył?

Tak więc gdy byłam w ciąży jak większość młodych rodziców zapisaliśmy się z mężem do szkoły rodzenia – i tam nauczyłam się jak kąpać maleństwo, jak mu zmieniać pieluchę i jak rozpoznać, że zaczął się poród. Jednak dalej nikt nie mnie przygotował na to, jak radzić sobie ze zmęczeniem, jak radzić sobie ze złością, bezradnością, oczekiwaniami wobec tej roli, jak reagować gdy dziecko zachoruje, albo będzie się rozwijało inaczej niż zakładałam. Znalazłam swoją nauczycielkę i przez pierwsze lata macierzyństwa było to moim wybawieniem. Znalazłam grupę mam, na które mogłam liczyć w trudnych momentach.

Cztery fazy kompetencji

Cztery fazy kompetencji sformułował Noel Burch w 1970 roku, a ja po raz pierwszy spotkałam się z nimi sześć lat temu na szkoleniu dla trenerów. To, co wtedy starałam się zrozumieć, aby lepiej uczyć innych, wróciło do mnie w trakcie macierzyństwa. Ponieważ gdy zostałam mamą po raz pierwszy WSZYSTKIEGO trzeba było się nauczyć i cała masa nieświadomych niekompetencji,nagle stała się świadoma – co wcale nie ułatwiało sprawy. A jednak po krótkim czasie okazało się, że moje kompetencje wzrastają i tyyyle rzeczy robi się z automatu.

W jaki sposób nauczyć się reagować na nieoczekiwane zachowania dzieci inaczej niż krzykiem i złością?

Dziś chcę się Ci opisać jak wygląda proces uczenia, który dotyczy każdej dziedziny naszego życia. Mnie to kiedyś bardzo pomogło zrozumieć, że mam prawo czegoś – jako mama – nie umieć i że mogę się tego po prostu nauczyć.

Nieśmiadoma niekompetencja

Przyjmijmy założenie, że często krzyczysz na dzieci gdy te robią coś nieoczekiwanego. Zauważyłaś, że łatwo wyprowadzasz się z równowagi, co niekorzystnie wpływa na Twoje relacje z dziećmi. A może krzyczysz tylko czasami, ale uważasz, że o te „czasami” za dużo. W każdym razie z jakiegoś powodu zwróciłaś na to uwagę. Może się tym bardzo stresujesz, uważasz, że jesteś złą matką, skoro nie potrafisz inaczej. Na ten moment najważniejsze jest, że zwróciłaś na to uwagę. Uświadomiłaś sobie, że to Ci przeszkadza i chcesz coś z tym zrobić.

Dopóty nie zwracałaś na to uwagi to była Twoja nieświadoma niekompetencja. Żyłaś sobie bez świadomości, że coś jest z tym nie tak. Nie analizowałaś tego.

Świadoma niekompetencja

W momencie gdy złość na dzieci zaczęła Cię uwierać, zaczęłaś ją zauważać stałaś się świadoma swoje niekompetencji. I w takim stanie można pozostać na resztę życia. Przyjmując np. założenie, że widocznie tak mam, taki charakter. Można też przyjąć założenie, że to nie ja denerwuję się na dzieci, tylko to dzieci mnie denerwują i to ich wina. Jak bym miała inne dzieci to bym się nie denerwowała. Można też przyjąć założenie, że tego, co było do tej pory nie zmienię, ale mogę od teraz spróbować inaczej.

Świadoma kompetencja

Od czego zaczniesz? Sposobów może być wiele: kupisz książkę o złości wobec dzieci, zaczniesz czytać na ten temat w Internecie, porozmawiasz z przyjaciółką, udasz się do specjalisty, weźmiesz udział w szkoleniu dla rodziców. Szukasz różnych form pomocy, jedne okazują się zupełnie nietrafione, inne dają wymierne efekty. Zaczynasz zwracać uwagę na to, co się dzieje w Tobie gdy np. dziecko niespodziewanie wyleje napój. Gdy dzieje się coś, co zazwyczaj wyprowadzało Cię z równowagi nastawiasz radary i zwiększasz uważność. Trzymasz język na wodzy, starasz się głęboko oddychać. Jest lepiej. Widzisz, że to wpływa na Twoją relację z dziećmi. Jednak czasami szczególnie gdy się spieszysz, gdy masz gorszy dzień ‚wszystko szlag bierze’, wściekasz się „po dawnemu”. W ten sposób wkraczasz w etap świadomej kompetencji. Ćwiczysz dalej, ćwiczysz i ćwiczysz. Czytasz, sprawdzasz, co działa, a co nie. I choć w tych kilku zdaniach sprawa wydaje się prosta to oczywiście taką nie jest i wszystko, co wyżej opisałam mogłoby być tematem książki (i jest niejednej:)).

Nieświadoma kompetencja

Przychodzi jednak taki dzień, że to co kiedyś było problemem, dziś nim nie jest. Sama dziwisz się sobie, że kiedyś „coś takiego” mogło Cię zdenerwować. W pewnym momencie zauważasz, że na konkretne zachowania reagujesz automatycznie po nowemu, nie ma już potrzeby myśleć „bądź spokojna, bądź spokojna” bo po prostu taka jesteś. I w ten sposób reagowanie inaczej niż złością i krzykiem na nieoczekiwane zachowania dzieci stało się Twoją nieświadomą kompetencją.

I gdy to napisałam to zastanawiam się, czemu nie wybrałam za przykład czegoś prostszego jak na przykład nauka jazdy samochodem:). Może dlatego, że wierzę, że wszystkiego można się nauczyć nawet tego, żeby nie krzyczeć na dzieci. Tylko pytanie jak bardzo to jest dla mnie ważne, jak mocno jestem zdeterminowana aby to osiągnąć i czy widzę swój cel – to do czego dążę.

Podsumowując:

I. Nieświadoma niekompetencja:

  • Obserwacja —> zapisuję, łącze w grupy, szukam podobieństw, zależności, powtarzalności, aby zobaczyć, uświadomić sobie czego na dziś nie umiem, a chcę się nauczyć.

II. Świadoma niekompetencja:

  • Dziele się, opowiadam komuś komu ufam, czego chcę się nauczyć –> mówiąc to komuś daję sobie: szansę usłyszenia tego inaczej, sama staje się obserwatorem, mam szansę dostać feedback – usłyszeć jak to widzi druga osoba;
  • szukam narzędzi, które pomogą mi dokonać zmiany –> zmiana sama nie zajdzie, potrzebujesz zdecydować co i kto pomoże ci ją przeprowadzić i nauczyć się nowych rzeczy;

III. Świadoma kompetencja:

  • ćwiczę uważność, koncentrację na nowych sposobach działania; proszę o pomoc – np. mąż który wie, że pracujemy nad zmianą i nam daje feedback;

IV. Nieświadoma kompetencja:

  • oddychanie po nowemu, automatyczny pilot – to taki moment gdy trudno Ci sobie przypomnieć, że kiedyś było inaczej i zaczynasz myśleć, że „wszyscy to potrafią” skoro Ty to umiesz.

Czy można tego dokonać samemu? Nie wiem – ja sobie tego nie wyobrażam na dziś, uważam, że pomoc kogoś kto widzi więcej jest niezwykle ważna i to, co jest dla mnie największą pułapką samodzielnego rozwoju to ryzyko, że zatrzymamy się na poziomie wiedzy „ale ja wiem….” wiem, co zrobić, wiem kiedy będę szczęśliwa, wiem, że powinnam tak i tak, ale szczęśliwe macierzyństwo nie polega na dobrych chęciach. Nie znam matki, która nie miałaby dobrych chęci, ale one nie wystarczą! Dlatego jeśli chcesz coś w swoim życiu zmienić poszukaj wsparcia z zewnątrz.

Zachęcam, przeczytaj także:

2 komentarze

  • Odpowiedz Andrzej Napieralski Styczeń 15, 2017 at 7:37 pm

    Wiadomo matka dla dziecka jest najważniejsza, chyba jednak trudniej nauczyć się roli ojca, koniec końców przychodzi Wam to bardziej naturalnie 😉

    • Odpowiedz Magda Jankowska Styczeń 31, 2017 at 2:57 pm

      Ej, a czy takie myślenie to nie wymówka? Trudności z okazywaniem uczyć, np. nieranieniem swoją złością mają i kobiety, i mężczyźni.
      Fajny tekst, dla mnie przydatny; napisany prostym, niemarketingowym językiem (na taki jestem uczulona), tak od serca. 🙂

    Zostaw komentarz

    WIEŚCI Z LASU

    Wieści z Lasu specjalnie dla Ciebie:) Co tydzień garść inspiracji, filozoficznych przemyśleń i sposobów jak poprzez kontakt z Naturą odzyskiwać wewnętrzny spokój.

    autoresponder system powered by FreshMail