autoresponder system powered by FreshMail
atrakcyjna dla dzieci

Żywioł

Maj 12, 2014
   Człowiek jest bezradny wobec żywiołu natury. Mimo to zamiast na powrót zaakceptować, że jest jej częścią, nieustanie próbuje z nią walczyć. A gdyby tak ponownie zacząć uważnie patrzeć, obserwować i naśladować? Gdyby tak zaufać, że przecież jesteśmy jednym?

     Próbuję to robić. I co się dzieje? Wraca spokój o teraz i o przyszłość.
    Podobnie jest moim zdaniem w relacji rodzic – dziecko. Gdy nie próbujemy wkładać dziecka w określone ramy, gdy akceptujemy to, że idzie inaczej niż planowaliśmy, gdy nie martwimy się, że nie mieści się w „średnim przedziale” właściwego zachowania, a zamiast tego uważnie patrzymy, obserwujemy  i naśladujemy… Gdy ufamy…
     Co dokładnie mam na myśli?
    Wróciliśmy do Krakowa i dziś obserwowałam Śmieszkę jak funkcjonuje wśród innych dzieci i sama ze sobą. Kiedy byłyśmy na wsi mam wrażenie, że funkcjonowałyśmy inaczej, że byłyśmy bardzo razem i stęskniłam się za tym obserwowaniem Jej z pewnej odległości. Kiedy odsuwamy się dalej, nasza perspektywa się poszerza, możemy dostrzec więcej, a na pewno inaczej. I dziś zrobiłam dwa kroki w tył i tak patrzyłam na moją córkę.
  Dzieci są różne – to zdanie jest jednym z częstszych jakie słyszę i sama wypowiadam w rozmowach z rodzicami. Bo moja to, a Twoja tamto – no tak, ale dzieci są różne itp. Przez to częste używanie, zdanie trafiło już do szuflady: banały. A jednak jest przecież czystą prawdą. Mam wrażenie, że po nas dorosłych już tak tego nie widać. Naturalnie jesteśmy różni, ale pewne konwencje, którymi się posługujemy sprawiają, że w wielu sytuacjach zachowujemy się podobnie. Jakoś tak to widzę.
     No, ale wracając do naszej wizyty na placu zabaw. Śmieszka była wszędzie, witała się z każdym urządzeniem i każdą zabawką, potrzebowała wsiąść na każdy rowerek, popchać wszystkie wózki innych dziewczynek, podrzucić do góry każdą piłkę, przywitać się z dziećmi i dorosłymi, biegać tu, biegać tam, siedzieć na trawie, raczkować po piachu, zamykać bramkę, otwierać bramkę… uff. No tak, Śmieszka jest żywiołem. A z mojej perspektywy najlepsze, co mogę zrobić to po prostu to zaakceptować. Tak jak w sytuacji, kiedy dziecko jest nieśmiałe i ostrożne, a wszelkie próby „popchania” go w towarzystwo kończą się często jeszcze większym wycofaniem, tak próba okiełznania ciekawości i prędkości Śmieszki kończy się kategorycznym: Nie!IMG_3213
     Śmieszka jest żywiołem miłości. A ja jako matka, która za Nią podąża, staram się uważnie Ją obserwować, iść zgodnie z Jej rytmem i kierować się przede wszystkim sercem, a nie „tym co ludzie powiedzą”. I czuję, że jestem w tym coraz lepsza.

 

Zachęcam, przeczytaj także:

2 komentarze

  • Odpowiedz eciastko Maj 12, 2014 at 8:00 pm

    Naprawdę lubię czytać Twoje teksty – trafiają zawsze w punkt. Zdjęcie podrzucanej Śmieszki jest cudne 🙂
    Pozdrawiam serdecznie :*

    Ps. wkradła się literówka, nad zdjęciem „Śmieszka jest żywiłem”

  • Zostaw komentarz

    WIEŚCI Z LASU

    Wieści z Lasu specjalnie dla Ciebie:) Co tydzień garść inspiracji, filozoficznych przemyśleń i sposobów jak poprzez kontakt z Naturą odzyskiwać wewnętrzny spokój.

    autoresponder system powered by FreshMail