Browsing Tag

uśmiech

atrakcyjna dla siebie

Pochwała codzienności

18 czerwca 2014

Kiedy zaczynam za bardzo przyzwyczajać się do codzienności i odnoszę wrażenie, że nic istotnego nie dzieje się w moim życiu robię STOP. Zatrzymuję się i czekam na „pocztówki szczęścia”, które przypomną mi dlaczego każda chwila mojego życia jest piękna. Zazwyczaj długo nie trzeba czekać, chwilę lub dwie. Ostatnio miałam taki moment zatrzymania w sobotę, ale dopiero dziś mam chwilę aby się z Wami podzielić tymi kilkoma obrazkami z naszej codzienności.

Śmieszka uwielbia u swojej babci i dziadka strych, który jest także spiżarnią. Zawsze jak przyjeżdżamy do Dziadków Śmieszka ciągnie mnie tam w pierwszej kolejności. Tak też było tym razem. Weszłyśmy do środka, a Ona na końcu stołu wypatrzyła miskę z pasztecikami, wzięła sobie jednego, spróbowała, mówi „dobre” i kieruje się w stronę drzwi. Po chwili jednak wraca, bierze drugiego, patrzy na mnie i mówi: „mama cesz?”.

Chwilę później Śmieszka po raz kolejny chce iść na górę. Tym razem ma iść z Nią M., który pyta Ją: „Kochanie, ale po co Ty chcesz iść na tą górę?”. Wtedy ja krzyczę z drugiego pokoju: „Kochanie, ale czy Ona musi mieć jakiś cel?” Na, co On: „No tak zapominam, że dla Śmieszki ważna jest droga…”

Godzina 20.22 Śmieszka ssie pierś i ewidentnie zachowuje się tak jakby miała za chwilę zasnąć. Już jestem podekscytowana ile to jeszcze będę mogła zrobić, jeśli Ona teraz zaśnie. Po czym Ona nagle przerywa jedzenie mleka i ni stąd ni zowąd mówi: „baba, chebek, baba chebek”, wstaje biegnie do kuchni i przynosi pół bochenka chleba. To tyle jeśli chodzi o spanie i czyste zęby, które umyła chwilę wcześniej.

Teraz pora na Ciebie. Zatrzymaj się i poczekaj na swoją pocztówkę… przyjdzie szybciej niż myślisz:).

 

atrakcyjna dla dzieci

Piękno

25 maja 2014

Kiedy wczoraj zasypiałaś i w dłoni trzymałaś moją szczotkę do włosów to było piękne.

Gdy obudziłaś się w nocy, przetarłaś oczy i zapytałaś „mama”? A ja odpowiedziałam „jestem” i poszłaś dalej spać. To też było piękne.

Wtedy gdy tak bardzo się zdenerwowałam i krzyknęłam żebyś to zostawiła i zrobiłam się taka malutka. I kiedy chwilę później spojrzałam Ci w oczy i powiedziałam „przepraszam” i gdy już miałam zacząć Ci tłumaczyć, dlaczego krzyknęłam choć nie powinnam, ale Ty dałaś mi znak, że słowa są zbędne, bo Ty wiesz, że jestem tylko człowiekiem. To tez było piękne.

I gdy rano chciałaś jajecznice, a przy okazji stłukłaś 5 jajek i stałaś nad nimi i umoczyłaś mały palec w surowym jajku. Już wiesz jak ono smakuje i widocznie trzeba było je stłuc. To też było piękne.

Kiedy stałyśmy w kościele i zaczęłaś wołać „cycuś, cycuś”, a ja powiedziałam „teraz nie, w domu”, a Ty odpowiedziałaś „okej”. To też było piękne. Choć gdybyś powiedziała ” w domu nie, teraz, teraz” to tez byłoby piękne.

I gdy stałaś nade mną rano i płakałaś, że chcesz iść tam, a ja niewzruszona piłam kawę i nie miałam wyrzutów sumienia. To też było piękne.

I teraz jak spisz cala odkryta i spocona, a ja patrzę na Ciebie i nie mogę wyjść z podziwu, że Ty jesteś już taaaka duża. To też jest piękne.

Z Tobą piękno nabiera innego wymiaru. Dziękuję.

atrakcyjna dla dzieci

Tu kiedyś było czysto:)

14 maja 2014

    Pamiętam moment kiedy pierwszy raz weszłam do naszego mieszkania. Są takie momenty gdy się „wie” i to był jeden z nich. To, że kupimy właśnie to mieszkanie nie ulegało żadnym wątpliwościom. Powiedzieliśmy deweloperowi, że się zastanowimy i wrócimy za tydzień aby wpłacić zaliczkę. Nie wytrzymaliśmy. Posiedzieliśmy w aucie 5 minut i poszliśmy podpisać umowę przedwstępną.

   A później było planowanie, wykańczanie, urządzanie… Wkładaliśmy w to całe serce. Niesamowitą pomocą była Asia, która pomogła nam je zaprojektować. Przy tej okazji polecam Jej stronę i książki www.czterolistnadziewczyna.pl :). W momencie, gdy w mieszkaniu była tylko podłoga ja już wiedziałam jakie chcę lampy, jaki dywanik, gdzie obrazek… I stopniowo, stopniowo wszystko nabierało charakteru. Każda rzecz miała swoje miejsce, każda była dopasowana… Było tak jasno, tak przejrzysto… bo sprzątałam nadzwyczaj często;)

Czytaj dalej

atrakcyjna dla innych atrakcyjna dla siebie

A co u Was?

7 maja 2014

Kochani,

mało ostatnio piszę ponieważ jesteśmy na wsi u mojej mamy. Nasz plan dnia wygląda mniej więcej tak: 8 rano – wyjście na pole, 8 wieczorem – powrót z pola i coś tam pomiędzy:). Oddychamy prawdziwym powietrzem, spędzamy czas z kurami, krową, małymi pieskami i kotkami, siejemy warzywa, cieszymy się sobą – taka tam nasza codzienność.  Dlatego czasu na siedzenie przy komputerze jest naprawdę niewiele, a ten co mam wykorzystuję na pracę przy nowym Projekcie, który uruchamiamy wspólnie z M. Już niebawem się nim pochwalimy.

Czytaj dalej

atrakcyjna dla dzieci

Pod prąd

22 kwietnia 2014

Otwiera oczy i uśmiecha się do mnie delikatnie informując, że popołudniowa drzemka dobiegła końca. Chwilę później już się niecierpliwi. Kochanie idziemy na plac zabaw? – pytam. Zabaw – odpowiada. Decyzja zapadła – idziemy.

Czytaj dalej

atrakcyjna dla innych atrakcyjna dla siebie

Wyłącz telewizor – włącz świadomość

31 marca 2014

Kiedyś oglądałam wszystkie seriale. Wszystkie. Żeby Wam uświadomić skalę mojego uzależnienia wymienię nazwy niektórych z nich: Klan, Barwy Szczęścia, Rodzinka, Magda M., Agata, Przepis na Życie, Na wspólnej., M jak Miłość, Życie jest piękne… i inne. Brakuje jeszcze z dwudziestu tytułów. Z nałogu leczyłam się stopniowo. Najpierw ograniczyłam ich liczbę do dwóch (no dobra nie tak stopniowo:)). Jeden się skończył, a później przyszły wakacje i drugi również przestał być emitowany. Po wakacjach nie wróciłam. Dziś tylko jak jestem u rodziców to czasem z mamą oglądam „M jak Miłość” i dopytuję, co tam słychać u Mostowiaków – toż to prawie rodzina. Przyznanie się publicznie, że oglądałam seriale, uważam za namacalny dowód iż dystans do siebie, którym  zawsze tak się chwaliłam rzeczywiście istnieje:).

 Kolejnym elementem utraty kontaktu ze światem była rezygnacja z czytania portali plotkarskich. Poszło całkiem, całkiem. Pewnego dnia w jakimś kontekście przyszła do mnie informacja, że Anna Mucha jest w drugiej ciąży. I ja o tym nie słyszałam? – pomyślałam  i wróciłam do swoich zajęć. Pogodziłam się z tym, że nie wiem kto jest dobrze, a kto źle ubrany. Która aktorka schudła, a która przytyła. Kto się rozwodzi, a kto bierze ślub. Pamiętam jak kiedyś zachwycałam się, że Paweł Małaszyński będzie ambasadorem AKADEMII PRZYSZŁOŚCI i opowiadałam o tym przyjaciółce ze studiów, a Ona mnie pytała kto to jest Paweł Małaszyński? Ostatnio Ona opowiada mi o pewnej modelce, a ja się pytam: kto to jest? I tak to się rolę odwróciły. Uściski dla Kamili. Sprawdzam, czy czytasz;)

 Następny krok (choć one właściwie wszystkie działy się w tym samym czasie – po narodzinach Śmieszki rzecz jasna:)) to zaprzestanie oglądania telewizji w ogóle. Często się śmieję, że kiedyś mówiłam, że oglądam mało telewizji, ale z perspektywy czasu to widzę, że bardzo dużo oglądałam. Teraz dopiero mogę powiedzieć, że tego nie robię. Szczególnie cenne okazało się wyeliminowanie wszelakich programów informacyjnych.

 Ogólnie zaprzestałam przeglądać wszelkie portale informacyjne. Gdyby nie M., który przynosi mi najważniejsze informacje ze świata, to chyba naprawdę straciłabym kontakt z rzeczywistością.

 Był także czas kiedy nie posiadałam konta na FB. Zresztą właściwie pisanie bloga mnie tam znowu zaprowadziło. I to jest właściwie (oprócz męża i znajomych) jedyny łącznik ze światem. Cóż w pewien sposób wykorzystuję moich znajomych, którzy nadal czytają i wklejają tam wartościowe teksty i ważne informacje. Dziękuję Wam za to.

 Miało być trochę ironicznie, trochę śmiesznie. Nie wiem jak wyszło. Czasem zastanawiam się poważnie jak długo tak się da? Czy to nie jest ignorancja? Nie wiem, ale dzięki temu zrobiłam w moim wewnętrznym świecie takie wietrzenie magazynów, że przestrzeń, którą teraz mam jest dla mnie tak cenna,  że nie czuję potrzeby znowu jej zagracać. Zobaczymy, co będzie dalej.

atrakcyjna dla siebie

Każdy ma swoją drogę

3 marca 2014

Jakiś czas temu miałam bardzo nieprzyjemne, choć cenne, doświadczenie. Wsiadłam do tramwaju. Po chwili podeszła do mnie kobieta i pyta, czy wiem o której odjeżdża (był to przystanek końcowy). Odpowiedziałam Jej, że nie wiem, ale jak chce to może wysiąść i sprawdzić. Ja w tym czasie przytrzymam drzwi. Kiedy Ona wyszła, pomimo tego, że trzymałam przycisk, kierowca zamknął drzwi i odjechał. Stałam jak wryta i patrzyłam za siebie. Nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam na machającą kobietę, która po chwili zniknęła z mojego widzenia… Miałam ochotę wysiąść przystanek dalej i pobiec do Niej, aby Ją przeprosić, ale przecież to nie zmieniłoby niczego w Jej sytuacji. Tramwaj, którym chciała jechać nie wróci.

 Wzięłam więc tę lekcję i zastanawiam się jaką to ma wartość? Czego mogę się z tego nauczyć? Morał jest krótki: Najlepsze, co mogę zrobić dla innych to po prostu zaufać, że znajdują się w miejscu, w którym powinni być. I że choć ja uważam, że mogli by być już dużo dalej, bo mają ku temu nieskończoną ilość możliwości. To tylko oni mogą zdecydować kiedy ruszą dalej. Każdy z nas jest odpowiedzialny jedynie za własne życie. Zaproponowałam tej kobiecie pomoc, która (mimo moich najszczerszych chęci) okazała się niedźwiedzią przysługą, jednak to Ona podjęła decyzję, że chce mi zaufać i tylko Ona wie, dlaczego tego potrzebowała. Jednak prawda jest też taka, że Pani zadała mi konkretne pytanie, a ja jak to czasem ja, chciałam dla niej zrobić „coś więcej”. I z tego mojego chcenia wynika morał drugi: Zazwyczaj warto udzielać takiej pomocy, o jaką dana osoba prosi. A jak nie prosi, to na siłę tego nie robić, bo na pewno Jej nie pomogę, a mogę tylko zaszkodzić.

 Morał – morałem, lekcja – lekcją, a ja dalej jak sobie przypomnę jak Jej sylwetka się oddala i znika za zakrętem to w myślach pojawia się takie szczere… ała, przecież ja naprawdę chciałam dobrze!

atrakcyjna dla siebie

Przy drugim dziecku starasz się mniej…

27 stycznia 2014

Kiedy ostatnio opowiadałam mojej koleżance o różnych dylematach rodzicielskich, jakie nam teraz towarzyszą, usłyszałam: Wiesz, przy drugim dziecku to chyba mniej się człowiek stara… Zdziwiło mnie to, co powiedziała i poprosiłam żeby wyjaśniła.  Kontynuowała zatem: Przy pierwszym dziecku wszystkim się przejmujesz: kiedy przestać Je karmić, kiedy zacznie korzystać z nocnika, będzie przesypiać noce, jeść sztućcami itp. A przy drugim przejmujesz się mniej, bo wiesz, że i tak to się w końcu stanie. Odpowiedziałam Jej więc, że ja robię wszystko, aby się starać mniej już przy pierwszym dziecku:). Bo dla mnie to „staranie” to nic innego jak zbytnie przejmowanie się kwestiami, na które nie mamy wpływu lub mamy, ale znikomy. A ostatnio wyjątkowo często doświadczam, że jedyne na, co mogę mieć wpływ, to na siebie samą…