atrakcyjna dla dzieci

Nierozłączne

3 października 2013

Śmieszka bardzo lubi swoje towarzystwo. Często siedząc z nami w pokoju bawi się sama przez godzinę w ogóle nie zwracając na nas uwagi. Jest przejęta oglądaniem książeczek, przekładaniem klocków z jednego pojemnika do drugiego i turlaniem piłeczki do tego stopnia, że zapomina o rodzicach. Czasem cichaczem wymyka się do drugiego pokoju, aby w pełni cieszyć się sobą tylko ze sobą.

No i cóż prawda jest taka, że się do takiej Śmieszki przyzwyczaiłam. Brzydkie słowo, ale lepsze nie przychodzi mi do głowy. Przywykłam, że kiedy Malutka nie śpi jestem w stanie przygotować obiad, posprzątać mieszkanie, prasować. Bardzo lubię te nasze wspólne porządki. Śmieszka podpatruje, co ja robię, zaczyna naśladować, albo jeśli uznaje, że zajęcie jest dla niej mało interesujące wynajduje sobie własną zabawę. Wieczorami zazwyczaj ja spokojnie pracuję, a M. i Śmieszka bawią się w drugim pokoju. No i tak było aż do tej pory, bo od kilku dni jest inaczej. Śmieszka pragnie, abym spędzała z nią prawie cały czas. Do niedawna wystarczało jej gdy byłam tuż obok, w zasięgu jej wzroku, teraz potrzebuje mnie blisko siebie, tak na wyciągnięcie ręki. Kiedy próbowałam dziś gotować obiad przyszła złapała mnie za nogę i prosiła o więcej uwagi. Kiedy siadałyśmy razem na podłodze zaczynała sama bawić się w najlepsze, więc ja wracałam do kuchni. Wtedy sytuacja powtarzała się. Za trzecim razem była już wyraźnie zniecierpliwiona: Mamusiu przecież dałam ci wyraźnie do zrozumienia, że chcę żebyś siedziała obok mnie. To dlaczego ciągle wstajesz?

Rozmawialiśmy z M., że może to przejściowe, bo aklimatyzuje się po powrocie od dziadków. Nie wiem, czy przejściowe czy taka potrzeba bycia blisko mnie zostanie w Śmieszce na dłużej. Wiem, że potrzebuję się z tą potrzebą oswoić i ją zrozumieć. Bo teraz nie jest gorzej tylko inaczej. A ponieważ ta inność jest dla mnie czymś nowym to czasem działam z poziomu automatycznego pilota i choć Śmieszka wyraźnie sygnalizuje swoje potrzeby ja po raz kolejny zniecierpliwiona wracam do swoich spraw.

Na szczęście Ona wie, że czasem jestem mało pojętnym uczniem i cierpliwe z miłością tłumaczy wszystko od nowa, tyle razy ile trzeba, aż do skutku…

Zachęcam, przeczytaj także:

Brak komentarzy

Zostaw komentarz