atrakcyjna dla dzieci atrakcyjna dla innych atrakcyjna dla siebie

Poproszę 10 dag PRAWDZIWEJ szynki dla dziecka…

24 marca 2014

Zdrowszym jedzeniem zaczęłam się interesować jak w moim brzuchu zamieszkała Śmieszka. Wcześniej głównie interesowałam się tym, ile ma kalorii:). A wracając do ciąży ponieważ wiedziałam, że suszone owoce są zdrowsze niż słodycze to jadłam je całymi garściami. Nie doczytałam jednak, że zdrowe są, ale tylko te niesiarkowane, a takich w zwykłym supermarkecie ze świecą szukać… Tak też zaczęła się nasza długa droga ku świadomemu odżywianiu…

i trwa dalej. Jak już nam się wydaje, że sporo o jedzeniu wiemy to znowu natrafiamy na jakieś rewolucje… Dlatego wciąż się uczymy i coraz bardziej świadomie wybieramy, co chcemy jeść i dlaczego.

 Dużo się mówi o tym, aby dziecko jadło zdrowo. Owoce i warzywa ekologiczne, gotowane na parze i bez soli. Jak już trzeba podawać żółtko to tylko i wyłącznie od wiejskiej kury. A mięso? No jak już ta kura nam zniesie jajka, to niech poświęci swój żywot dla naszego bobaska… Czasem stojąc w kolejce słyszałam: I poproszę jeszcze 10 dag szynki, ale takiej NAPRAWDĘ dobrej, bo to dla dziecka…

 Sama naturalnie też się tymi zasadami kierowałam. A przywożąc warzywa od mamy „trzymałam” dla Śmieszki. Zastanawiacie się dlaczego piszę w czasie przeszłym? Bo doszłam do wniosku, że ja też chcę jeść niepryskaną marchewkę cały rok i jeśli już szynkę to tę NAJLEPSZĄ.

Zaczęłam się zastanawiać kiedy dziecko kończy etap jedzenia zdrowych, niepryskanych, ekologicznych warzyw i dołączą do pozostałych członków rodziny i je jak wszyscy to, co uda się przynieść z targu lub supermarketu. Kiedy ja jako mama machnę ręką na rosół z kostki i pomidory z supermarketu? I co zrobić, aby nie machnąć? I jedyne, co wymyśliłam to, że trzeba się nauczyć tak żyć… zdrowo. Nie od święta, ale na co dzień. I nie dla dzieci, ale dla siebie…

Zachęcam, przeczytaj także:

2 komentarze

  • Odpowiedz Sabina Piłat 24 marca 2014 at 2:28 pm

    Bardzo ‚fajne’ i trafne podsumowanie…mądre 🙂
    Szkoda jeszcze tylko, że tak trudno o to czasami i finansowo, i organizacyjnie. Szczególnie, kiedy ma się nikogo z ogródkiem czy zagródką…

    Nie mam jakiejś wielkiej świadomości jedzeniowej, ale zaczęłam czytać etykiety, wiem, mniej więcej, co jem.. nawet znajomi tez już wiedzą, że pewnych rzeczy nie zjem, typu właśnie kostki rosołowe.
    Ostatnio jadłam mrożony jogurt z owocami i dyskutowałam na ten temat z moich facetem…chcieliśmy się dowiedzieć, co to za jogurt. Pani mówi, że naturalny. A ja ją o skład.. a to ona nie ma, przecież zwykły jogurt… koniec. brak porozumienia.

    Nie mam jeszcze, co prawda, dziecka, ale dobrze spojrzeć z Twojej perspektywy. Pozdrawiam

    • Odpowiedz Emilia Góźdź 26 marca 2014 at 6:14 pm

      Sabina, dzięki, że się podzieliłaś:) Najważniejsze, że ta świadomość rośnie, z czasem bedzie jeszcze lepiej:) Przesyłam pozdrowienia od Michała:)

    Zostaw komentarz