Pod prąd
Otwiera oczy i uśmiecha się do mnie delikatnie informując, że popołudniowa drzemka dobiegła końca. Chwilę później już się niecierpliwi. Kochanie idziemy na plac zabaw? – pytam. Zabaw – odpowiada. Decyzja zapadła – idziemy.
Otwiera oczy i uśmiecha się do mnie delikatnie informując, że popołudniowa drzemka dobiegła końca. Chwilę później już się niecierpliwi. Kochanie idziemy na plac zabaw? – pytam. Zabaw – odpowiada. Decyzja zapadła – idziemy.
Kochani, dzisiaj zamiast postu zapraszam do przeczytania wywiadu ze mną. Będzie głównie o tym, dlaczego praca ze sobą (w formule coachingu) może wpłynąć na całe macierzyństwo. Przy tej okazji polecam serwis www.tublizniaki.pl i dziękuję Marysi za inspirującą rozmowę:). Dobrego dnia!
Zaraz po przebudzeniu powiedziałam do Śmieszki: Kocham Cię, a Ona po swojemu odpowiedziała: kokam Cie. Przyszedł tata i zaczął Jej tłumaczyć, że mówienie tych słów to oznaka, że druga osoba jest dla nas ważna. I tak się zaczął nasz dzień miłości.
– Czego się napijesz? – Dziękuję, niczego. – A może herbaty? – Nie, dziękuję. – No to zrobię. Znacie? Mnie osobiście coraz rzadziej zdarza się być uczestnikiem tak zwanej „polskiej gościnności”. Natomiast wróciło to do mnie dzisiaj rano przy następującej sytuacji.
Umówiliśmy się, że na spotkanie przyjdziemy całą rodziną, ale na specjalnych zasadach. Aktywnie będziemy brać w nim udział tylko ja i M., Śmieszka będzie spała. Plan był bardzo konkretny, druga strona otwarta na lekki poślizg czasowy – nie od dziś wiadomo przecież, że Śmieszka nie zasypia na zawołanie.
Rzadko piszę „na gorąco”, co u nas. Zazwyczaj wydarzenia o których czytacie miały miejsce już jakiś czas temu, ale ja potrzebowałam chwili, aby ubrać je w słowa bądź po prostu mieć potrzebę podzielenia się nimi.Natomiast dzisiaj jest trochę inaczej.Pierwszy raz piszę tak prosto z mostu:).
Wiedziałam, że kiedyś przyjdzie ten moment, a skoro wiedziałam to naturalnie przyszedł. Właściwie nie moment, a pytanie: Do kiedy zamierzasz karmić piersią? I nie ma znaczenia, że już wiele razy o tym mówiłam, bo chyba inni jednak przyjmowali, że w końcu się opamiętam. I że każdy rozumie, że można karmić długo, ale aż TAK długo?
Jest późny wieczór. Leżę w łóżku, malutka lampka oświetla jedynie książkę, którą próbuję od dłuższej chwili czytać. Ona śpi obok. Co chwilę przerywam czytanie i zerkam na Nią. Oddycha spokojnie. Dobrze, że oddycha przez nos, może katar już Jej przechodzi. Z powrotem kieruję wzrok na książkę i próbuje skupić się na tym, co autor napisał.
Kiedyś oglądałam wszystkie seriale. Wszystkie. Żeby Wam uświadomić skalę mojego uzależnienia wymienię nazwy niektórych z nich: Klan, Barwy Szczęścia, Rodzinka, Magda M., Agata, Przepis na Życie, Na wspólnej., M jak Miłość, Życie jest piękne… i inne. Brakuje jeszcze z dwudziestu tytułów. Z nałogu leczyłam się stopniowo. Najpierw ograniczyłam ich liczbę do dwóch (no dobra nie
Zdrowszym jedzeniem zaczęłam się interesować jak w moim brzuchu zamieszkała Śmieszka. Wcześniej głównie interesowałam się tym, ile ma kalorii:). A wracając do ciąży ponieważ wiedziałam, że suszone owoce są zdrowsze niż słodycze to jadłam je całymi garściami. Nie doczytałam jednak, że zdrowe są, ale tylko te niesiarkowane, a takich w zwykłym supermarkecie ze świecą szukać…
Dziś opowiem, Wam po prostu o naszym wczorajszym dniu. Mam nadzieję, że Magda i Marysia znajdą w tej opowieści coś dla siebie.
Od mniej więcej dwóch tygodni w naszym wieczornym życiu zapanowały duże zmiany. Otóż Śmieszka przestała zasypiać na rękach u taty w akompaniamencie wentylatora. Teraz każdego wieczoru kładziemy się całą trójką do łóżka. My z M. rozmawiamy, a Ona czasem ssie pierś, czasem się przytula, kładzie się to na mamę, to na tatę i w pewnym